October 23, 2021

STREAM 2 TV

najświeższe wiadomości, wiadomości sportowe, rozrywka i nie tylko

Jak przybycie Maorysów do Nowej Zelandii zostało zamrożone w lodzie Antarktyki?

Rdzenie lodowe wywiercone z południowego kontynentu zachowały sygnał o zaludnieniu wysp oddalonych o tysiące mil.

Jeśli chodzi o zapisy historii ludzkości, nie zapomnij o jedynym niezamieszkanym kontynencie Ziemi.

Naukowcy odkryli niedawno sadzę zakonserwowaną w lodzie Antarktyki, którą powiązali z pożarami w Nowej Zelandii przez osadników maoryskich, pierwszych ludzkich mieszkańców wyspy. Zespół sugeruje, że znalezienie dowodów na pożary oddalone o tysiące mil jest dramatycznym przykładem wpływu wczesnej ludzkości na środowisko.

Wyniki te zostały opublikowane w środę w Nature.

Od lat 60. naukowcy wydobywają długie rdzenie lodu z Antarktydy, Grenlandii i innych śnieżnych miejsc. Jednak rdzenie lodowe, które składają się z warstw śniegu, które gromadziły się co roku i które z czasem ulegały kompresji, składają się nie tylko z lodu. Mogą również zawierać cząstki stałe, takie jak sadza i popiół wulkaniczny, które kiedyś unosiły się w powietrzu.

„Rdzenie lodowe faktycznie mówią, co spadło z nieba” – powiedział Joseph McConnell, naukowiec zajmujący się środowiskiem z Desert Research Institute w Reno w stanie New.

Badając cząstki stałe w rdzeniach lodowych, naukowcy mogą wskazać zdarzenia z przeszłości, takie jak wielkie pożary, erupcje wulkanów, a nawet hutnictwo przemysłowe.

W 2008 roku dr McConnell i jego koledzy rozpoczęli analizę sześciu rdzeni lodowych wywierconych na Antarktydzie. Pracując jednocześnie z kawałkami lodu o długości około trzech stóp, zespół stopił każdą z nich i podał otrzymaną ciecz do instrumentu, który zamienił ją w aerozole. Następnie naukowcy przepuszczali te cząsteczki aerozolu przez laser, który powodował, że obecna sadza nagrzewała się i świeciła.

„Mierzymy tę żarzenie” – powiedział dr McConnell.

Korzystając z tej techniki, naukowcy obliczyli szybkość, z jaką cząstki sadzy spadały na Antarktydę w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci. Odkryli, że cztery z ich rdzeni lodowych, wszystkie zebrane z kontynentalnej Antarktydy, wykazywały mniej więcej stałe tempo w czasie. Ale dwa inne rdzenie lodowe, oba zebrane z wyspy Jamesa Rossa na północnym Półwyspie Antarktycznym, wykazywały mniej więcej trzykrotny wzrost ilości sadzy począwszy od końca XIII wieku.

Ta rozbieżność była zaskakująca. „Co było innego w północnym Półwyspie Antarktycznym?” Dr McConnell powiedział.

Zespół zajął się modelowaniem atmosfery, aby zbadać tę tajemnicę. Naukowcy odkryli, że sadza, która ostatecznie osiadła na Wyspie Jamesa Rossa, mogła pochodzić tylko z kilku miejsc. „Ze względu na cyrkulację atmosferyczną Nowa Zelandia, Tasmania i południowa Patagonia pasują do rachunku” – powiedział dr McConnell.

Aby znaleźć najbardziej prawdopodobne źródło, naukowcy przeanalizowali opublikowane zapisy dotyczące węgla drzewnego znalezione w każdym z trzech miejsc. Węgiel drzewny ujawnia, że ​​w pobliżu spłonął materiał drzewny, a zmiany w jego liczebności można śledzić w czasie, podobnie jak zapisy sadzy w lodzie.

Tylko Nowa Zelandia wykazała wyraźny wzrost zasobności w węgiel drzewny pod koniec XIII wieku, co jest zgodne z zapisami dotyczącymi rdzeni lodowych z północnego Półwyspu Antarktycznego.

„Widzimy ten wielki szczyt, który nazywamy początkowym okresem spalania, około 700 lat temu” – powiedział Dave McWethy, ekolog z Montana State University, który bada węgiel drzewny w Nowej Zelandii i współautor badania.

Ale znalezienie śladów tych pożarów tysiące mil na Antarktydzie było wielką niespodzianką, powiedział dr McWethy. „Nikt nie wiedział, że może podróżować tak daleko i faktycznie zostać zapisanym w rdzeniach lodowych”.

Naukowcy sugerują, że wzrost aktywności pożarowej w Nowej Zelandii pod koniec XIII wieku jest najprawdopodobniej związany z przybyciem Maorysów. Podobnie jak inne rdzenne grupy, Maorysi używali ognia, aby uczynić swoje środowisko bardziej zdatnym do zamieszkania, powiedział dr McWethy. „Ogień to niesamowite narzędzie dla ludzi na całym świecie”.

Ponad 90 procent Nowej Zelandii było zalesionych, gdy przybyli maoryscy osadnicy, a płonące części krajobrazu ułatwiłyby podróż przez gęsty las, powiedział dr McWethy. „Jest całkiem nieprzenikniony”.

Ogień byłby również ważny przy oczyszczaniu ziemi pod uprawę roślin takich jak taro, yam i kūmara, powiedział Kelly Tikao, badacz tradycji maoryskich z University of Canterbury w Nowej Zelandii, który wywodzi się z Ngai Tahu, Ngāti Māmoe i Waitaha, który był niezaangażowani w badania. Dr Tikao powiedział, że poza umożliwieniem rolnictwa, spalanie części krajobrazu sprzyjałoby również wzrostowi dzikich, ale jadalnych roślin, takich jak paproć paproć, która rozwija się po pożarach.

Maorysi celowo używali ognia, ale nigdy nie mieli zamiaru zniszczyć ich krajobrazu, dodał dr Tikao.

„Nasza filozofia tego, kim jesteśmy, opiera się na elementach Ziemi, a jednym z nich jest ogień” – powiedziała. „Kiedy wierzysz, że ziemia jest tobą, ostatnią rzeczą, jaką chcesz zrobić, to ją zabić”.