October 23, 2021

STREAM 2 TV

najświeższe wiadomości, wiadomości sportowe, rozrywka i nie tylko

Niekończące się polowanie jednego człowieka na przypływ dopaminy w wirtualnej rzeczywistości

Od Burning Mana po statki kosmiczne, technologia poprowadziła go przez 10-letnią fascynację, która zachwyca, rozczarowuje i wciąż się poprawia.

W ostatni czwartkowy wieczór w City Life Community Centre w Missoula w stanie Mont. Wolf Heffelfinger grał w laser tag.

W ciężkich goglach podskakiwał po sali gimnastycznej, strzelając obiema rękami ze sztucznego pistoletu laserowego. Nie różniła się aż tak bardzo od jakiejkolwiek innej gry w laserowego taga — z wyjątkiem tego, że grał w wirtualnej rzeczywistości.

Kiedy on i jego przyjaciel ścigali się po siłowni, zobaczył siebie biegnącego po oświetlonych neonami korytarzach statku kosmicznego. Tak samo zrobił jego przyjaciel. Z założonymi na oczy goglami wirtualnej rzeczywistości nie mogli się widzieć. Ale mogli ścigać się w wyimaginowanym świecie.

Dla pana Heffelfingera, 48-letniego muzyka, przedsiębiorcy i wolnego ducha, gra była kolejnym krokiem w trwającej dekadę obsesji na punkcie wirtualnej rzeczywistości. Od czasu pojawienia się przełomowego zestawu słuchawkowego Oculus w 2013 roku, grał w gry w wirtualnej rzeczywistości, oglądał filmy, odwiedzał odległe krainy i przyjmował nową tożsamość.

Swoje wirtualne przygody postrzega jako nieustanne poszukiwanie przypływu dopaminy, który pojawia się, gdy technologia zabiera go w nowe miejsce. Kiedy osiąga granicę możliwości technologii, pośpiech słabnie. Wiele swoich zestawów słuchawkowych odłożył na półkę, na której siedziały od miesięcy. Ale kiedy nadchodzą zaliczki, wskakuje z powrotem.

Nieustanne zaabsorbowanie pana Heffelfingera synchronizuje się z wirtualną rzeczywistością branży technologicznej, inwestując miliardy w koncepcję, która od kilku lat pojawia się zaledwie kilka kroków od wejścia do głównego nurtu, nie dochodząc do celu.

Teraz technologia rzeczywistości wirtualnej może być kolejnym krokiem bliżej rynku masowego, a Mark Zuckerberg z Facebooka i inni znani menedżerowie zapowiadają nadejście „metawszechświata” – cyfrowego świata, w którym ludzie mogą komunikować się za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości i innych nowych, a jeszcze… wymyślone technologie — i powtarzające się plotki, że Apple wskoczy do tej mieszanki.

Pojawia się jednak pytanie, czy rzeczywistość wirtualna jest naprawdę gotowa na odbiorców z głównego nurtu. Z biegiem lat ulepszenia nigdy nie do końca spełniły oczekiwania. To tak, jakby science fiction – dekady powieści, filmów i programów telewizyjnych o wirtualnej rzeczywistości – przyprawiało ludzi o wieczne rozczarowanie.

„Chcę, aby było to częścią mojego życia i zawsze myślę, że tak będzie” – powiedział Heffelfinger. „Ale sen zawsze się kończy”.

Kiedy pan Heffelfinger przygotowywał się do swojej gry w laserowego taga w centrum społeczności Missoula, piętro niżej grupa nastolatków grała w paintball. To była w dużej mierze ta sama gra: gogle, sztuczna broń i pościg wokół siłowni. Ale nastolatkowie pozostali w prawdziwym świecie.

Zapytany, dlaczego nie zapisał się po prostu na grę w staromodny paintball, Heffelfinger powiedział, że gra w świecie science fiction zrobiła ogromną różnicę. Lubił być zabrany. – Mogę wejść do filmu – powiedział.

Mógłby być nawet inną osobą. Gdy on i jego przyjaciel John Brownell uruchomili grę, nazwaną Space Pirate Arena, Heffelfinger wybrał dużego, muskularnego, ostentacyjnie męskiego awatara, ubranego w kamuflaż. Pan Brownell wybrał taki, który bardzo przypominał aktorkę Angelinę Jolie. Pan Heffelfinger wyobraził sobie siebie w dystopijnym świecie.

„Przemknął mi przez głowę odcinek „Czarnego lustra”, w którym ci dwaj faceci zakochują się w VR, wybierając różne awatary” – powiedział, odnosząc się do serialu science fiction na Netflix. „Nie sądzę, żeby zdawał sobie sprawę z wpływu, jaki to na mnie wywarło”.

Pan Heffelfinger pragnie czegoś, co nazywa się świadomym snem. Kiedyś nakręcił krótki film o nieuchwytnym zjawisku, w którym sny są doświadczane z pełną świadomością – trochę jak niezwykle szczegółowe, całkowicie przekonujące sny w hollywoodzkich filmach, takich jak „Incepcja” i „Vanilla Sky”.

Kiedy znalazł wirtualną rzeczywistość, zdał sobie sprawę, że zapewnia to samo uczucie. „Po chwili twój mózg płata ci figla” – powiedział. – Wierzysz, że naprawdę tam jesteś.

Po raz pierwszy wypróbował Oculus na imprezie biurowej, kiedy był to tylko zestaw testowy dla programistów, i natychmiast zamówił własny. Doświadczenia były krótkie, proste i kreskówkowe: wycieczka na szczyt wieżowca czy lot w kapsule kosmicznej. Ale po tym, jak Facebook przejął start-up, który był pionierem w zakresie zestawu słuchawkowego i wpompował miliony dolarów w technologię, inne firmy poszły w jego ślady, a możliwości się poszerzyły.

Pan Heffelfinger odwiedził egipskie piramidy. Oglądał „2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka w wirtualnej rzeczywistości, zawieszony w zbiorniku pływakowym. Zabrał lokalnego detektywa policyjnego przez wirtualną rekonstrukcję Missouli, złożoną ze zdjęć w wysokiej rozdzielczości, i zaczęli postrzegać tę technologię jako sposób na zbadanie miejsca zbrodni bez jego obecności. Czasami, w pochmurne dni Montany, znikał w wirtualnej rzeczywistości tylko po to, by zobaczyć słońce.

„Natura tych fantastycznych światów polega na tym, że dostarczają dopaminę do ścieżek nagrody w naszych mózgach” – powiedziała Anna Lembke, psychiatra z Uniwersytetu Stanforda i autorka „Dopamine Nation”, badania uzależnień we współczesnym świecie. „Nosią potencjał uzależnienia”.

Ale podobnie jak w przypadku innych uzależnień, rozwijają się tolerancje. Osiągnięcie wysokiego poziomu dopaminy staje się trudniejsze.

Pan Heffelfinger był zmęczony każdym nowym zestawem słuchawkowym. Doświadczenia były powtarzalne. Nie mógł poruszać się tak swobodnie, jak by chciał. Nie mógł tak naprawdę połączyć się z innymi ludźmi. Rzeczywistość wirtualna nie do końca dorównywała witalności realnego świata, co czasami sprawiało, że chorował.

Zamienił jeden zestaw słuchawkowy w uchwyt na rośliny, a drugi w nakrycie głowy, które nosił podczas spacerów po górach Montana. „Okazuje się, że spacer na zewnątrz jest o wiele fajniejszy” – powiedział.

Ale zawsze kupował kolejną parę gogli. Czasami wydawał setki dolarów na zestawy słuchawkowe dla przyjaciół, mając nadzieję, że dołączą do niego w wirtualnej rzeczywistości. Kiedy wybuchła pandemia koronawirusa, uznał tę technologię za idealne antidotum na kwarantannę i przez pewien czas tak było. Mógł spotykać się z przyjaciółmi i nieznajomymi w eterycznym miejscu spotkań zwanym AltspaceVR.

Odwiedził wirtualną rekonstrukcję Burning Man, corocznego festiwalu sztuki bohemy, z przyjaciółką. Kiedy spacerowali po pustynnych kempingach, wśród instalacji artystycznych, rzeźb i podrasowanych samochodów i ciężarówek, pan Heffelfinger miał nieprzyjemne wrażenie, że on, żonaty mężczyzna, jest na randce z kimś, kto nie jest jego żoną.

„Spędziliśmy się milion razy w prawdziwym życiu i nigdy nie czułem się jak randka” – powiedział. „W VR staje się znacznie ładniejsza”.

Później opowiedział żonie, co się stało, i jako sposób na zadośćuczynienie kupił jej zestaw słuchawkowy i zaprosił do wirtualnej rzeczywistości. Gdy weszli do wirtualnego baru koktajlowego, usłyszał głos kobiety, którą zabrał do Burning Mana, a ona podeszła do nich z drugiego końca pokoju.

„Czy nie możemy nigdzie iść bez pojawienia się jednej z twoich kobiet?” – powiedziała jego żona, zanim jej awatar wycofał się w dal i zwiotczał. Zdjęła słuchawki.

To była dziwaczna i nieoczekiwana mieszanka rzeczywistości i rzeczywistości. W przeszłości cała trójka spędzała razem czas w prawdziwym świecie. Wiedział, że to się nie powtórzy.

Pan Heffelfinger wkrótce odłożył słuchawki. Jego Oculus siedział w zielonym koszu na saunie. Ale potem, kilka miesięcy później, natknął się na film o Space Pirate Arena.

„Byłem zniesmaczony VR” – powiedział. – Ale teraz wróciłem.

Prawdopodobnie znowu się znudzi. Jak wielu ludzi, którzy korzystają z tej technologii, wierzy, że minie jeszcze wiele lat, zanim stanie się ona niewzruszoną częścią codziennego życia. I przyznaje, że bez względu na to, jak dobra jest technologia, nie chce spędzać tam zbyt dużo czasu.

„Lubię wchodzić w wirtualną rzeczywistość” – powiedział. „Ale zawsze chcę wyjść”.