October 23, 2021

STREAM 2 TV

najświeższe wiadomości, wiadomości sportowe, rozrywka i nie tylko

Recenzja „Lackawanna Blues”: uduchowiona klasa mistrzowska w opowiadaniu historii

Ruben Santiago-Hudson przenosi swój czuły i żywy autobiograficzny pokaz na Broadway, honorując kobietę, która nie tylko go wychowała, ale także trzymała w ryzach obsadę odmieńców.
Potrzeba wioski, mówi przysłowie. Ale jeśli jesteś jednym z członków pstrokatej ekipy postaci z lat 50. Lackawanna w stanie Nowy Jork, cóż, wtedy możesz powiedzieć, że potrzeba pensjonatu i hojnej kobiety, aby utrzymać wszystkich w ryzach.

Tą kobietą jest Niania, bijące serce czułego i tętniącego życiem autobiograficznego jednoosobowego show Rubena Santiago-Hudsona „Lackawanna Blues”, który został otwarty w czwartek wieczorem w spektaklu Manhattan Theatre Club w Samuel J. Friedman Theatre. Okazuje się, że jest to ujmująca mistrzowska klasa wykonawcy w opowiadaniu historii, pomimo kilku płaskich nut.

Santiago-Hudson, który również napisał i wyreżyserował produkcję, przenosi nas do Lackawanna, gdzie dorastał pod opieką pani Rachel Crosby, właścicielki i właścicielki dwóch pensjonatów, którą wszyscy w mieście znają jako „nianię”. Nie daj się jednak zwieść czułemu pseudonimowi; ze spokojem rzuci wyzwanie agresywnemu mężowi i zagrozi, że zabije pozbawionego skrupułów kochanka za znęcanie się nad dzieckiem, jednocześnie podając słynną zupę ze wszystkiego i chleb kukurydziany. Innymi słowy, jest twardym ciasteczkiem.

Jej grupa odmieńców obejmuje Numb Finger Pete, Sweet Tooth Sam, rozpieszczonego szopa pracza i mężczyznę, który został skazany na 25 lat więzienia za podwójne zabójstwo. W „Lackawanna Blues” Santiago-Hudson przedstawia nam każdą z tych postaci, niektóre ze specyficznymi anegdotami; niektóre mimochodem, jak w rozmowie wymienia się znajomego; a niektóre z niewielkimi ramkami, po prostu taki monolog, jaki ta osoba uzna za stosowny do wygłoszenia przez niego. Jednak wszystko wraca do Niani, łatwo i cierpliwie wiążąc wszystkich razem.

Można by pomyśleć, że animacja tych postaci – co najmniej 25 – na scenę również wymagałaby wioski, ale Santiago-Hudson radzi sobie sam. Intymna scenografia Michaela Carnahana — kilka stołków i krzeseł oraz ceglana sceneria, która ma wyglądać jak zewnętrzna część jednego z budynków mieszkalnych Niani, a wszystko to otoczone proscenium z wyblakłych drewnianych paneli — przenosi do Friedman Theater staroświecką, domową atmosferę Lackawanna. Kiedy Santiago-Hudson po raz pierwszy wchodzi na scenę, przed drzwiami pensjonatu Lackawanna, górne światło osłania jego twarz w cieniu; to tylko sylwetka, jego zaokrąglone ramiona i przygarbiona lub wyprostowana postawa, ilustrująca serię szybkich przemian.

To nie jest pierwsze rodeo Santiago-Hudsona. „Lackawanna Blues” miał swoją premierę poza Broadwayem w Public Theatre w 2001 roku, a cztery lata później został zaadaptowany do obsady gwiazdorskiego filmu HBO z udziałem S. Epathy Merkerson, Hilla Harpera, Terrence’a Howarda, Rosie Perez i wielu innych. Mimo to widok, jak Santiago-Hudson przejmuje dowództwo na scenie na Broadwayu, jest zachwycający do oglądania – i słuchania. Wpada w powolny, świadomie dystyngowany pomruk dla Małego Paula, sopran dla Mr. Luciousa i świergot i warczenie dla Freddiego Cobbsa.

Pierwszym instrumentem, którego uczymy się używać, jest głos ludzki. W „Lackawanna Blues” Santiago-Hudson pokazuje swoją ekspercką sprawność, którą wykorzystuje, by dostarczać muzykę, przedstawiając różne osobowości. Łączy kadencję, ton i rytm w dzieło, które jest w równej części narracją i pieśnią.

Co nie oznacza pominięcia rzeczywistej muzyki w produkcji, która nie tylko łączy anegdoty, ale także utrzymuje żywe tempo spektaklu. (Czasami zbyt energiczny rytm, ale po 90 minutach „Lackawanna Blues”, jak większość lokatorów niani, wie, by nie przesadzać z powitaniem.)

Swoim dialogiem służy też na przemian soulowa i optymistyczna muzyka jazzowa; Jasne, gitarzysta Junior Mack umiejętnie akompaniuje tekstowi ze swojego miejsca z boku sceny, ale rozmawia też z Santiago-Hudsonem — i jego harmonijką — bez słowa. Więc kiedy Santiago-Hudson zatrzymuje się, by napić się wody, Mack wzywa go z powrotem kilkoma niskimi brzdąkaniami. A Santiago-Hudson powraca do tego równomiernego buczenia energicznymi trylami i jękami swojej harmonijki, które wydaje się przywoływać znikąd, za każdym razem tworząc skośne rytmy, które sprawią, że wielcy blues z przeszłości będą kołysać się w grobach.

A po mrocznych czasach minionego półtora roku jesteśmy spóźnieni na trochę śmiechu. Santiago-Hudson, bezlitosny czarodziej, dzielnie dostarcza wielu zabawnych momentów: czy opowiada o bójce między Numb Finger Pete i panem Lemuelem Taylorem, czy też mówi w zniekształconym słownictwie Ol’ Po’ Carl, który chwali widoki Nowego Jorku, w tym „Da Statue Delivery” i „Entire State Building”.

Chociaż nawet w tych chwilach, kiedy naśladuje tych ludzi z Lackawanny – z których wielu, jak zauważa, jest biednych i niewykształconych – nie postępuje tak okrutnie; traktuje ich z czułością i empatią, nawet tych brutalnych, którzy zrobili coś złego.

Zdarzają się również przypadki smutku, których Santiago-Hudson nie potrafi zaatakować tak zwinnie. Zbyt mocno naciska na emocjonalne nuty, jak w scenie, w której kobieta przychodzi do Niani w środku nocy z dziećmi i krwawymi ranami. I pod koniec niezręcznie krąży wokół zakończenia, które nieuchronnie musi poradzić sobie ze śmiercią drogiej niani.

Zawsze wraca do Niani, ze sztywnymi plecami i starannie założonymi ramionami; Rendering Santiago-Hudson przywołuje typ Cicely Tyson, silnej czarnej matriarchy, z którą nie można igrać. Jego narracyjny występ robi wrażenie z wielu powodów, ale jednym z najbardziej niuansów jest sposób, w jaki Santiago-Hudson widzi to wszystko, jako dziecko podsłuchujące i zerkające przez drzwi, z ciekawskimi i czułymi oczami.

Ugruntowuje nas w szczegółach, które ożywiają nie tylko te postacie, ale także całe miasto: sposób, w jaki kobieta wypina biodra, sposób, w jaki kaszle mężczyzna, nawet szczególny odcień śniegu Lackawanna. W końcu ludzie mogą myśleć, że smutek dotyczy złamanego serca, ale aby do niego dojść, najpierw musisz przejść przez miłość.