October 23, 2021

STREAM 2 TV

najświeższe wiadomości, wiadomości sportowe, rozrywka i nie tylko

Szanowni Państwo, Daniel Craig

W końcu gwiazda serii o Jamesie Bondzie żegna się z 007 „No Time to Die” (i po raz pierwszy dowiaduje się o swoim życiu jako mem internetowy).

Ponad półtora roku temu Daniel Craig i ja spotkaliśmy się w Museum of Modern Art, aby porozmawiać o jego ostatnim filmie o Jamesie Bondzie „Nie ma czasu na śmierć” i pożegnać się z tym uprzejmym superszpiegiem, którego grał od 2006 roku. .

Kiedy usiedliśmy przy naszym stole w prywatnym pokoju w restauracji Modern, Craig zaproponował mi skorzystanie z ręcznego dozownika sprayu, który nosił. — To jest złoty pył — powiedział bezceremonialnie. „To jakaś szalona rzecz – ludzie sprzedają ją za 25 dolarów za sztukę”.

Jak się okazało, to może być najważniejsza część naszego wywiadu. Następną godzinę spędziliśmy na uprzejmej rozmowie na temat tworzenia filmu „Nie ma czasu na śmierć” (który miał się wtedy rozpocząć za miesiąc) oraz tego, jak bardzo był zadowolony zarówno z pracy, jaką wykonał, jak i z ukończenia swojej pracy. obowiązki.

Pożegnaliśmy się, a dwa dni później MGM i producenci serii Bond ogłosili, że opóźniają wydanie „No Time to Die” do listopada, powołując się na ich „uważne rozważenie i dokładną ocenę globalnego rynku kinowego”. („Jest to decyzja czysto ekonomiczna, którą rozumiemy, a nie decyzja oparta na rosnących obawach związanych z koronawirusem” – pisała wówczas nieprzekonująca publikacja branżowa Deadline).

Chociaż nie miał żadnego filmu do wypromowania, Craig poprowadził w ten weekend odcinek „Saturday Night Live”, który zawierał beztrosko głupi skecz o tym, jak koronawirus może wpłynąć na tworzenie oper mydlanych, oraz przedstawienie Craiga muzycznego gościa, Weeknd, dostarczony z nieoczekiwanym smakiem. Następnego dnia on i jego żona Rachel Weisz oraz ich rodzina opuścili Nowy Jork i kraj pogrążył się w pandemii.

W następnych miesiącach brakowało jakiegokolwiek poczucia frywolności, wolnego od konsekwencji. Nawet jeśli trajektoria pandemii pozostaje niepewna, a kasa waha się z tygodnia na tydzień, MGM – które dwukrotnie opóźniło film – teraz zobowiązało się do wydania „Nie ma czasu na śmierć” 8 października.

Dla 53-letniego Craiga, który od momentu, gdy został wybrany na następcę Pierce’a Brosnana jako 007, nigdy nie pasował do tej postaci, był to niezręczny, przeciągający się pożegnanie. Jego wygląd był zbyt surowy; jego życiorys filmowy był zbyt cienki; jego włosy były zbyt blond.

Jak powiedział mi Craig w tym pierwszym wywiadzie, zakładał, że został zaproszony na przesłuchanie jako mięso armatnie, aby ułatwić wybór kogoś innego do roli. „Byłem po prostu wśród miksu – ktoś do odrzucenia”, powiedział, dodając, że w najlepszym razie myślał, że dostanie rolę niepotrzebnego złoczyńcy: „Proszę, miej złego”.

Zamiast tego Craig przełożył swój debiut „Casino Royale” na szybką kontynuację z 2008 roku, „Quantum of Solace” i bardziej epickie sequele „Skyfall” (2012) i „Spectre” (2015). Jego filmy o Bondu, które na całym świecie zarobiły ponad 3 miliardy dolarów, stały się coraz bardziej ambitne pod względem skali i przyprawiające o zawrót głowy w czasie trwania.

Pomimo oznak, że zepsuł się na franczyzie – kiedy Time Out zapytał, czy mógłby sobie wyobrazić zrobienie kolejnego wpisu, powiedział: „Wolałbym stłuc tę szklankę i przeciąć sobie nadgarstek” – i sporadycznych obrażeń, których na niej doznał, Craig powiedział, że chce jeszcze raz spróbować swojego ponurego, obojętnego Bonda, aby dopełnić historię, którą zaczęło się „Casino Royale”.

„Jest w tym spójność, którą chciałem nadać”, powiedział mi wtedy, dodając ze śmiechem: „Może zostanę zapamiętany jako Grumpy Bond. Nie wiem. To tylko moja więź i muszę się z tym zmierzyć, to była moja więź. Ale jestem z tego całkiem zadowolony”.

Ale zrobienie „No Time to Die”, nawet w upojnych czasach przed rokiem 2018 i 2019, nie było łatwym wyczynem dla Craiga, który był współproducentem tego i „Spectre”. Danny Boyle przyjął stanowisko reżysera, a następnie odszedł, powołując się na różnice twórcze; Cary Joji Fukunaga wyreżyserował film. Craig zranił się w kostkę podczas strzelania, co wymagało niewielkiej operacji.

Następnie aktor – którego kadencja jako Bonda, przedłużona przez pandemię, trwała dłużej niż którykolwiek z jego poprzedników – musiał czekać 18 miesięcy, aby odsłonić 2-godzinny, 43-minutowy film, który ostatecznie uwolni go od zobowiązań wobec Jej Królewskiej Mości. Tajne służby. W międzyczasie nakręcił już kontynuację kryminału Riana Johnsona „Knives Out” z 2019 roku, ponownie wcielając się w rolę Benoita Blanca, detektywa-dżentelmena, którego kultywowana fantazja wydaje się być komentarzem do wszystkiego, czego Craig nie mógł zrobić jako James Bond.

Kiedy ponownie rozmawialiśmy przez telefon we wrześniu, Craig był zarówno jak zwykle ostrożny, jak i nieco bardziej zrelaksowany. Świadomość, że „Nie ma czasu na śmierć” zaczyna teraz urzeczywistniać, dała mu swobodę refleksji nad tym, co znaczyło dla niego doświadczenie z Bondem – do pewnego momentu. Zapytany o komentarz na temat wydarzeń, które mogą wpłynąć na przyszłość serii Bond – na przykład plany zakupu MGM przez Amazon – jego zwięzłość mówi wiele.

I oczywiście gwiazda z zaciśniętymi ustami miała jeszcze jeden sekret w zanadrzu: w środę ogłoszono, że Craig zagra w nowej broadwayowskiej produkcji „Makbet”, grając żądnego władzy thana tytułowego u boku Ruth Negga jako Lady Makbet. . (Produkcja ta, wyreżyserowana przez Sama Golda, rozpocznie się przedpremierowo w Teatrze Lyceum 29 marca i zostanie otwarta 28 kwietnia.)

Jak powiedział Craig niejednokrotnie w naszych rozmowach, jest on tylko aktorem i nie należy go mylić ze swoim przyszłym ex-alter ego.

„Wszystko, czego naprawdę chciałem, to zarabiać na tym”, powiedział o aktorstwie. „Chciałem nie musieć czekać na stoliki, co robiłem od 16 roku życia. Pomyślałem, że jeśli będę mógł to zrobić i zapłacić czynsz, odniosę sukces”.

„Uwierz mi, jestem zwykłym śmiertelnikiem” – powiedział.

Craig mówił dalej o długim oczekiwaniu na „No Time to Die” i podzielił się – na razie – swoimi ostatnimi refleksjami na temat Jamesa Bonda. Są to zredagowane fragmenty dwóch kolejnych rozmów.

Wybór redaktora

Nigdy nie jest za późno, aby opublikować debiutancką książkę i zdobyć ofertę Netflix

Dla Ala Frankena próba powrotu przechodzi przez kluby komediowe

Aplikacje „Stalkerware” rozprzestrzeniają się. Chroń się.
Kontynuuj czytanie głównej historii

Jak wyglądało dla Ciebie ostatnie półtora roku? Jak się mają sprawy, cokolwiek to dla ciebie znaczy?

Są tak dobrzy, jak tylko mogą. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że ​​mam wspaniałą rodzinę, a także miejsce poza miastem, gdzie moglibyśmy pojechać i uciec od tego rodzaju szaleństwa. Wyjechaliśmy z miasta 8 marca. Poprzedniego wieczoru zrobiłem „S.N.L.”, co było naprawdę surrealistyczne. To był ciężki rok dla wszystkich i mieliśmy problemy, które nie były tak przyjemne, ale tak się dzieje.

Czy to upokarzające granie tych postaci, które charakteryzują się zdolnościami i pomysłowością, a następnie doświadczanie prawdziwego życia, które przypomina ci, że wszyscy jesteśmy na łasce tych większych sił?

Cóż, i tak się tak nie czuję. Przez większość czasu czuję się jak normalny człowiek. Nie czuję żadnego związku z postaciami, które gram. Mam na myśli w ogóle. Oni po prostu tacy są. Tak wiele rzeczy zostało umieszczonych w odpowiedniej perspektywie. Trudno nie tylko inaczej spojrzeć na świat. Jestem pewien, że dla wszystkich jest tak samo.

Jest klip wideo, który krąży po przemówieniu, w którym zwracałeś się do swoich kolegów i ekipy pod koniec kręcenia „Nie ma czasu na śmierć”. Rozpłakałeś się na końcu i bardzo pocieszające było dla mnie widzieć, jak okazujesz emocje – że możesz być w ten sposób bezbronny.

Nie pokazuję się światu tak bardzo, jak być może ludzie by chcieli, ale to mój wybór. Prawdopodobnie wpędził mnie w kłopoty i sprawił, że ludzie wyrobili sobie własne zdanie na mój temat. Ale jestem niesamowicie emocjonalnym człowiekiem. Jestem aktorem. To znaczy, tym się zajmuję. A klip, o którym mówisz, to koniec 15 lat mojego życia, w które włożyłem wszystko, co mogłem. Byłbym jakimś socjopatą, żeby się trochę nie zakrztusić na końcu tego. Mam nadzieję, że nie jestem socjopatą.

Gdyby wszystko potoczyło się zgodnie z planem półtora roku temu, cieszyłbyś się nieco bardziej błyszczącą wygraną okrążeniem. Czy jest to w jakikolwiek sposób wyciszone?

Umieść Covid na końcu każdego zdania. Jestem bardzo optymistyczny w tym wszystkim. Cieszę się, że udało nam się dojść do tego etapu, bo Bóg jeden wie, półtora roku temu nic z tego nie miało sensu ani nie wydawało się w ogóle możliwe. Jestem po prostu niesamowicie szczęśliwy, że dotarliśmy do punktu, w którym możemy skłonić publiczność do obejrzenia tego. Tak bardzo pragnę, żeby ludzie po prostu to zobaczyli i mam nadzieję, że im się to spodoba.

Ile innych przedsięwzięć zajmuje 15 lat czyjegoś życia? Zwykle na końcu dostajesz doktorat lub profesurę nazwaną twoim imieniem.

To prawda. [Śmieje się] Żadnego z nich nie mam. Ale bardzo miło z twojej strony, jeśli chcesz to ująć w tych kategoriach.

Czego będzie Ci brakować w Bondu?

Będę tęsknić za ogromnym wysiłkiem zespołowym, którego to wymaga. Minęło prawie pięć lat, odkąd rozpoczęliśmy ten projekt, jakkolwiek frustrujące i wywołujące niepokój, jak to tylko możliwe. Czasami wydaje mi się, że to się nie wydarzy, ale jest to niesamowicie twórczy proces i będzie mi tego brakować. Mam inne projekty, które robię i które mnie nagrodzą, ale nie ma to jak film o Bondzie.

Coś w szczególności o samej postaci?

Zrobiłem go. Dałem wszystko, co mogłem. Jest tak obecny, jak zawsze będzie dla mnie. To znaczy, kto wie? Nie mam na to jasnej odpowiedzi.

Jesteś rodzicem. Czy myślisz, że Bond będzie coś znaczył dla twoich dzieci i ich pokolenia?

Jeśli tak rozumiesz dzieci, powiedziałbym, że powinieneś mieć profesurę. Nie rozumiem zbyt dobrze dzieci. Są dla mnie zagadką i jeśli w przyszłości coś wyniosą z tych filmów, to jest to ich podróż, nie moja.

Czy jesteś zaangażowany w poszukiwanie tego, kto będzie Twoim następcą?

Absolutnie nic.

Wolisz to w ten sposób, czy tak po prostu jest?

To naprawdę nie ma ze mną nic wspólnego. Ktokolwiek to zrobi, powodzenia. Mam nadzieję, że bawią się tak samo dobrze jak ja i dalej kręcą ciekawe, trafne filmy.

Zeszłej wiosny Amazon powiedział, że kupi studio MGM, które produkuje filmy o Bondzie, po części po to, by mieć udział w przyszłości franczyzy. Robi to –

Wiesz, powodzenia? Jestem bardzo zadowolony z ludzi w MGM. Pracuję z nimi już od dłuższego czasu. Nie próbuję być polityczny. To po prostu nie ma ze mną nic wspólnego.

Gdy żegnałeś się z Bondem, odniosłeś sukces w roli Benoita Blanca, a „Knives Out” staje się odrębną serią. Czy w ogóle czujesz się jak Michael Corleone w „Ojcu chrzestnym: część III” — „Gdy myślałem, że mnie nie ma, wciągnęli mnie z powrotem”?

Posłuchaj, napisz to, jeśli chcesz. [Śmieje się] Mam na myśli, jakie mam szczęście? Mam szansę pracować z Rianem Johnsonem nad czymś, co jest niesamowicie satysfakcjonujące i zabawne.

Benoit Blanc miał w sobie jakąś zabawną nieuchwytność i pociechę, niemal celowo kontrastując ze sztywnością Bonda. Czy czułeś, że ta rola dała o wiele dłuższą smycz do grania?

Jednak taka jest tylko natura tej części. Bond jest tym, kim jest, a Benoit jest zupełnie inny. Nie chcę być dosadny, ale jako aktor to moja praca, grać różne role. Dostałem do tego scenariusz i naprawdę? To niesamowite, jak wtedy, gdy dostałem „Casino Royale”.

Jak rozmawiamy, jest piątkowe popołudnie i zaraz zobaczę moje kanały w mediach społecznościowych wypełnione filmem, na którym ogłaszasz, że jest to weekend. Czy ta popularność w jakiś sposób wróciła do Ciebie?

Nie, co to jest?

Jest klip z waszym „Saturday Night Live”, który prowadziliście, wprowadzając Weeknd niemal z ulgą. Ludzie po prostu lubią publikować ten klip jako sposób na rozpoczęcie weekendu.

Robią? To niesamowite. Nie wiem co to jest, ale dziękuję. To cudowne. Przypuszczam, że musiałbym mieć media społecznościowe, aby wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.