October 23, 2021

STREAM 2 TV

najświeższe wiadomości, wiadomości sportowe, rozrywka i nie tylko

„Wielu świętych z Newark” opowiada historię pochodzenia, podążając (ponownie) śladami „Ojca chrzestnego”

Historie o pochodzeniu nie są zarezerwowane dla superbohaterów, jak wyjaśnił „Joker”. Ale dramat mafii zajmuje osobliwą niszę, a „Wielu świętych z Newark” po „Ojcu chrzestnym II” nakreśla korzenie kryminalnego władcy, a także uprzywilejowanego syna, który pomimo szlachetniejszych aspiracji do niego cholerny rodzinny interes.

„Many Saints” to ciekawe ćwiczenie, nie tylko kontynuacja przełomowego serialu telewizyjnego „The Sopranos” prequelem filmowym, ale także 14 lat po tym, jak postać Tony’ego Soprano (nieżyjący wielki James Gandolfini) zakończyła karierę, pozostawiając za sobą niekończącą się debatę o tym, co wydarzyło się na końcu.
Jednak jeśli chodzi o to, kto nosił go lepiej, oglądanie „Wielu Świętych” jedynie zwiększa uznanie dla wszystkiego, co reprezentował wtedy sequel „Ojca chrzestnego”, i pozostaje do dziś. Film nie tylko ujawnił, w jaki sposób Vito Corleone (grany przez Roberta De Niro) został Ojcem Chrzestnym, ale także badał moralny upadek jego syna Michaela (Al Pacino), bohatera wojennego, który okazał się najlepiej przystosowany temperamentem zastąpić ojca, pomimo nadziei taty, że Michael ucieknie z tego życia.
„Nigdy nie chciałem tego dla ciebie”, mówi mu starszy Vito w pierwszym filmie, ale do tego czasu kostka została już rzucona.
Pomimo podobieństw – i billboardu, który nieśmiało pyta „Who Made Tony Soprano” – „Many Saints of Newark” biegnie wzdłuż kilku równoległych torów. Najbardziej znanym wątkiem jest Dickie Moltisanti (Alessandro Nivola), wujek, na którego spojrzał Tony, który odegrał zbyt dużą rolę w jego życiu podczas tych młodych lat.
To właściwie pozostawia Tony’ego jako coś w rodzaju refleksji przez większą część filmu, z połączeniem z oryginałem wzmocnionym przez obsadzenie w tej roli syna Gandolfiniego, Michaela.

Robert De Niro jako młody Vito Corleone w „Ojcu chrzestnym II”
Praktycznie rzecz biorąc, nie ma tajemnicy, dlaczego studia byłyby zainteresowane zagłębieniem się w przeszłość popularnych franczyz, co często stanowi skuteczniejszy sposób korzystania z przedsprzedanych tytułów bez konieczności płacenia talentowi fortuny, aby powtórzyć swoje role. Jako bonus, HBO promuje „The Sopranos” w swoich sieciach i platformach streamingowych, maksymalizując badany huk za swoje pieniądze.
Mimo to, jest też coś szczególnie dźwięcznego w oglądaniu zadatek na potwora, zwłaszcza gdy droga od bardziej przyziemnej egzystencji do życia zbrodni i morderstwa oferowała po drodze rampy wyjściowe.
Podobnie jak Michael, Tony był postrzegany jako mający potencjał do realizowania większych i lepszych (lub przynajmniej mniej niebezpiecznych) przedsięwzięć, zanim zszedł – szczebel za szczeblem – do życia, które później określił jako „To nasze”. A „Ojciec chrzestny II” pokazuje, jak Vito przekształcił się ze skromnego imigranta w tytana mafii, wykonując własną brudną robotę, zanim żołnierze do wysłania składali „oferty”, których nie można odmówić.
Nieuchronnie te filmy mają sposób na romantyzację swoich bohaterów, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że ​​ich praca wiąże się z niebezpiecznymi kosztami. W przypadku Michaela Corleone obejmowało to pragnienie, by stać się legalnym, podsumowane najbardziej pamiętnym (i często cytowanym) wierszem z trzeciego filmu: „Tylko kiedy myślałem, że mnie nie ma, wciągają mnie z powrotem”.
Dla każdego, kto zastanawia się, dlaczego “Rodzina Soprano” wrócili po tak długiej nieobecności w zmienionej formie, jest wyjaśnienie. Ponieważ Corleone i Soprano mogą przedstawiać postacie z przeszłości, ale jeśli chodzi o to „coś” znanego jako Hollywood, prawie nic, co ma w sobie odrobinę słuszności, nigdy tak naprawdę nie umiera.
Premiera „The Many Saints of Newark” odbędzie się 1 października w amerykańskich kinach i na HBO Max, a wypuszcza ją Warner Bros., podobnie jak CNN, część WarnerMedia. Ma ocenę R.